Każdemu rodzicowi czasem puszczają nerwy. I to zrozumiałe, że zdarza się wtedy podnieść głos. Bezsilność i frustracja osiągają swoje apogeum i biedy rodzic nie wytrzymuje. Taką sytuację jestem w stanie pojąć. Za to nie jestem w stanie zaakceptować bezustannego darcia się na male dziecko od rana do zmierzchu z błahych powodów. A ostatnio mam styczność z taką właśnie Matką krzyczącą. Ściany w bloku są cieńsze niż by się mogło zdawać. Odczuwalne jest to szczególnie, kiedy w mieszkaniu panuje cisza, nie gra żaden telewizor ani nie zagłusza jej szum pralki czy odkurzacza. Wtedy czy chcemy czy nie możemy usłyszeć co się dzieję w domu naszych sąsiadów. Szczególnie, gdy nie są oni zbyt cicho. Tuż za moją ścianą mieszka tytułowa Matka krzycząca.